777 Tour – głębsze spojrzenie na tournée

Rihanna-777-tour-documentary

 

„Chcemy zagrać 7 koncertów w 7 miastach, w ciągu 7 dni, na pokładzie samolotu 777!” – powiedziała Rihanna w wywiadzie dla Access Hollywood na początku listopada 2012. Jednak nie od tego się zaczęło. Zaledwie na kilka tygodni przed wydaniem siódmego krążka – Unapologetic – cały internet obiegło siedem tajemniczych dat, dzień po dniu, obejmujących jedne z największych miast w Ameryce Północnej i Europie. Fani nie od razu doczekali się wyjaśnienia. Na forach pojawiały się domysły, że ramach ścisłej promocji nowego albumu Rihanna zacznie Diamonds World Tour paroma wstępnymi przedstawieniami, żeby w marcu 2013 kontynuować w całości światowe tournée. Nietypowa zagrywka, aczkolwiek nie całkiem niemożliwa. Po paru dniach nieświadomości Rihanna potwierdziła: „Wyruszam w trasę 777 Tour!”

 

Rihanna+Scenes+Rihanna+777+Tour+6oSL9YpiASFl

 

 

7 państw, 7 dni, 7 koncertów.

Myślę, że większość fanów czuła się podekscytowana taką niespodzianką ze strony Rihanny. Pomysł bardzo oryginalny, ale czy wykonalny? 7 koncertów w ciągu tygodnia? Nie zapominając o tym, że każdy z nich odbywa się w innym państwie, a w kilku przypadkach mowa także o przemieszczeniu się na inny kontynent. Nikt wtedy o tym nie myślał w ten sposób. Światowe media rozpisywały się o zdumiewającym koncepcie managamentu Rihanny. Głównym założeniem projektu 777 było ogromne zaangażowanie fanów – większe niż kiedykolwiek. Faktem jest, że na sam koncert żaden Navy nie wydał ani grosza. Bilety można było wygrać – w państwach, w których odbywały się koncerty, strony internetowe będące patronami medialnymi trasy otrzymały ograniczoną pulę biletów do rozdania. Uczestników było mnóstwo, dlatego rozlosowanie dziesięciu zwycięzców spośród kilku tysięcy rywalizujących nie wydaje się łatwym ani przyjemnym zadaniem. Przyjemniejsze jest jednak rozdawanie biletów fanom tuż przed koncertem. Ekipa Rihanny wyznaczyła kilka osób, które przed koncertem czekały na Navy, aby wybranym dać za darmo bilety na show. Nie będę tutaj szczegółowo przywoływał tej procedury – została doskonale pokazana w filmie dokumentalnym z trasy. 777 to nie tylko 7 koncertów w 7 państwach w ciągu 7 dni. To o wiele większe przedsięwzięcie. Mowa tu oczywiście o samolocie Boeingu 777, jeden z najbardziej luksusowych modeli, który miał ze sobą zabrać ponad 150 dziennikarzy z 82 państw oraz – co najważniejsze – wielu fanów! Na pokładzie samolotu Polskę rezprezentowali Radio Eska i Onet.pl (jeśli dobrze się przyjrzeć w trakcie oglądania filmu na DVD, można zauważyć Pana z mikrofonem z Eski…).

 

Rihanna+++777+Tour+London

 

„This is an emergency!”

Tak właśnie Rihanna powitała swoją ekipę, Navy oraz dziennikarzy na pokładzie Boeinga 777, startującego z Nowego Jorku, który był ostatnim, siódmym przystankiem na trasie. Po drodze artystka miała odwiedzić jeszcze Meksyk, Toronto, Sztokholm, Paryż, Berlin i Londyn. Zaczęło się od wspólnie wzniesionego szampanem toastu oraz rozdaniem fanom i dziennikarzom upominków – gadżetów z trasy 777. Niestety mieli się oni wkrótce rozczarować – nie wiedzieli, że to będzie ich jedyny tak bliski kontakt z Rihanną w ciągu następnego tygodnia. Później było im dane zobaczyć ją tylko na scenie, w dodatku z opóźnieniem.

 

rihanna_0

 

Promując Unapologetic, czyli o setliście słów kilka

Muszę przyznać, że jeśli chodzi o zestaw utworów wykonanych w programie trasy 777 Tour nie jest wcale zaskakujący. Z nowego albumu wykonane zostały tylko trzy utwory: Phresh Out The Runway, Diamonds oraz Stay. Teoretycznie większość koncertów miała miejsce jeszcze przed oficjalną premierą Unapologetic i fani po prostu jeszcze nie znali wykonywanych piosenek, ale jednak to właśnie one miały być promowane. Navy zostali obdarzeni składanką najlepszych hitów Rihanny, podobnie jak w trakcie Summer Tour 2012. Smutny jest fakt, że duża część utworów pojawiła się w formie skróconej. Chodzi m.in. o Only Girl (In The World) i S&M. Pocieszające z drugiej strony jest to, że jak na kameralne koncerty, większość z nich składała się z ponad 20 utworów.

 

20121117-rihanna2-600x-1353267146

 

Username: Rihanna / Password: 777

Show zaczynało się krótką introdukcją – komputerowy głos opowiadający o 777, imitując logowanie się do systemu, gdzie Rihanna jest użytkownikiem, a 777 hasłem. Natomiast sam koncert rozpoczynała piosenka… Cockiness (Love It), dwa miesiące wcześniej wydana jako ostatni singiel promujący album Talk That Talk z 2011 roku. Pojawiły się też dawno nie wykonywane utwory jak Wait Your Turn czy All of The Lights. Klasycznie Rihanna wykonała Man Down, Where Have You Been, Umbrellę, i – oczywiście – na sam finał We Found Love, tańcząc razem z fanami wśród spadającego wokół konfetti, co od razu wywoływało wspomnienia z LOUD Tour, trasy zakończonej rok wcześniej. W środku show znalazło się miejsce dla mini-setu akustycznego, obejmujący skrócone wersje piosenek Unfaithful, Take a Bow oraz Hate That I Love You. Podobny zestaw został wykonany na następnej trasie – Diamonds World Tour, z taką różnicą, że Unfaithful zostało zastąpione przez Cold Case Love z albumu Rated R.

 

Rihanna's 777 Tour at the Danforth Music Hall, Toronto, Canada - 15 Nov 2012

 

So shine bright – but not tonight!

7 koncertów w ciągu tygodnia, codziennie inne państwo. Jak idealnie brzmi, prawda? W istocie
zza kulis nie wyglądało to aż tak kolorowo. Zresztą nie tylko tam, wszyscy zauważyli, że coś nie tak. Ograniczony dostęp fanów i dziennikarzy do artystki? Nawet ograniczony to zbyt wiele powiedziane. Tego dostępu po prostu nie było. Bezpośredniego kontaktu z Rihanną można było doznać albo witając się na pokładzie, albo się żegnając w Nowym Jorku. Nie wspominając już o opóźnieniach. Koncerty zaczynały się nawet trzy godziny później niż pierwotnie planowano. W obu kwestiach można szukać winnego. Jednak czy naprawdę jest to konieczne? Wprawdzie z całą krytyką ze strony dziennikarzy, wymierzoną zaraz po zakończeniu 777 Tour, musiała się zmierzyć tylko Rihanna, ale stwierdzenie, że to jej wina, byłoby grubą przesadą. Takie opóźnienia są rzeczą normalną w showbiznesie, nie powinny nikogo dziwić. A przecież mówimy tutaj o koncertach dzień po dniu, każdy w innym kraju. A podróż samolotem – trzeba przyznać – jest męcząca. Był wybór – albo Rihanna wejdzie na scenę z zamroczonym wzrokiem i ryzykiem zaśnięcia w trakcie Unfaithful lub zażyje przynajmniej minimalną dawkę odpoczynku i da nieco ulepszone show. Postawiono na „coś” pośrodku. Rihanna była pełna energii na każdym koncercie, ale jej głos powoli tego nie wytrzymywał. Piosenkarka już w połowie trasy nie była w stanie zaśpiewać refrenu do Only Girl, na końcu Umbrelli głos jej się urywał, a wysokie tony w We Found Love wyciągali za nią fani, wytrwali do końca trasy, jak to Navy. Brak jakiegokolwiek kontaktu z Rihanną między koncertami dawał się we znaki nie tylko fanom. Dziennikarze jeszcze w trakcie trasy głośno krytykowali management za nieprzemyślane rozplanowanie koncertów. Nijak to się miało do reakcji jednego z australijskich dziennikarzy, który postanowił się rozebrać i przebiec wokół pokładu całkiem nago. Nawet jak już 777 Tour się skończyło, Australijczykowi nie zapomniano tego czynu i wiele mediów zaprosiło go do siebie na wywiad.

 

ru-0-r-650,0-n-741321UsFS_rihanna

 

Encore

Kończąc pisać swój drugi artykuł na RD, chciałbym nieco podsumować to, co napisałem wyżej. Uważam, że pomysł na 7 koncertów w ciągu 7 dni w 7 różnych państwach jest genialny. Bezdyskusyjnie. Podejrzewam, że niewielu artystów by zaryzykowało. Trudno przewidzieć jak organizm zareaguje na takie zmiany. W końcu chodzi tutaj też o zmianę klimatu. Ja kieruję duże ukłony i brawa w stronę Rihanny, zespołu i managementu, za to, że zaryzykowali i wypróbowali coś, na co wielu artystów by się najzwyczajniej nie odważyło. Mimo bardzo ograniczonego kontaktu z fanami, było to doświadczenie w pewien sposób zbliżające Navy do Rihanny. Przecież nie co druga piosenkarka decyduje się na to, by fani mieli bezpłatny wstęp na koncert. A na pewno nie na siedem! Idźmy dalej. Rihanna zabrała grupę kilkudziesięciu fanów na podkład samolotu, którym sama leciała. To już jest naprawdę super-extended-VIP package. Opóźnienia? Zdarzają się, rzadziej lub częściej, ale przecież nie o to chodzi, żeby w tej sprawie ciągnąć spory, prawda? Myślę, że jak tylko Rih wyszła na scenę i widownia zaczęła się bawić, fani byli gotowi wybaczyć jej ten mały występek. Jak widać, trasa 777 Tour była w jakimś stopniu udanym przedsięwzięciem. Ryzykownym, ale z pewnością pełnym emocji. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś Rihanna zaskoczy nas czymś równie (albo bardziej) oryginalnym. A przecież zbliżamy się coraz bardziej do ery R8.

Michał (G4L)