Rihanna rządzi! – wywiad dla British Vogue

„Edwaaard!” woła do redaktora naczelnego Vogue z którym od dawna się przyjaźni. „W końcu wpadłam, by zobaczyć Twoje biuro”. Jej świta składająca się z dwóch osób prowadzi ją do pokoju pełnego wieszaków z ubraniami, błyszczących szpilek we wszystkich kolorach tęczy i zdjęć stojących na biurku. „Powinnam była Ci dać więcej miłości, ale jestem rozkojarzona przez…to wszystko”, mówi 30 – letnia barbadoska gestykulując. Jest tu, by omówić jej wrześniową okładkę Vogue, nad którą ona i Edward spędzili miesiące, porozumiewając się mailowo, wysyłając do siebie materiały, sylwetki z wybiegów – ale to pierwszy raz kiedy są razem w jednym pokoju, po tej nieskończonej ilości późnych telefonów i konsultacji. Ich relacja to wzajemny podziw: „Jesteś legendą”, wykrzykuje Rihanna, kiedy przemieszczają się między wieszakami, dokonując ostatecznych wyborów do zdjęć, które będą robić kolejnego dnia. „Dlaczego jesteś tak ważna?”, pyta Edward śmiejąc się, kiedy w końcu znajdują cichy kąt, by porozmawiać.

Edward: Pierwszy raz kiedy razem pracowaliśmy był w roku 2014 i wiesz co zapamiętałem? Zapamiętałem Twoje ręce. Wszystko było pod kontrolą. Kiedy pracuję z Tobą, zawsze mamy miliony pomysłów – nie boimy się ich wykorzystywać. Co mamy jeszcze ze sobą wspólnego?
Rihanna: Jesteśmy czarni.

E: Jesteśmy czarni [śmieje się].
R: Zaczynaliśmy młodo.

E: Chyba każdy myśli, że kiedy zaczyna się młodo, wszystko jest takie łatwe i wspaniałe. Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że właściwie jest się dzieckiem.
R: To jest zecydowanie trudniejsze. Może to tak wygląda, że zawsze jest zbyt późno, by zacząć, kiedy jesteś starszy, ale rozpoczynanie kariery w branży bardzo wcześnie, to nie jest coś, czego pragnąłbyś dla własnego dziecka.. To był kulturowy szok. Miałam tylko 17 lat, kiedy pojechalam w pierwszą trasę koncertową. Wozili mnie z Zachodniego Wybrzeża do Reno, dawałam wywiad w każdym radio, potem w samochodzie też dawałam wywiady przez telefon. Właściwie dawałam wywiady będąc w drodze na inne.

E: Mam wrażenie, że kiedy dorosłaś, nic się właściwie nie zmieniło, ale nauczylaś się…
R: Balansu. Znalezienie równowagi stało się priorytetem, to zawsze jest cel, sam wiesz. Nie chodzi o to, żeby zaniedbywać pracę, ale znaleźć sposób, by czuć się spełnionym.

E: Twoja ekipa jest z Tobą od zawsze. Walczysz o nich, to właśnie w Tobie uwielbiam!
R: Jestem bardzo grymaśna jeśli chodzi o przyjaciół. Nie lubię się otwierać przed wszystkimi, więc jeśli już znajdę ludzi, którzy są wspaniali i lojalni, nie chcę ich stracić. Jestem tu sama odkąd byłam nastolatką, więc ci ludzie są dla mnie jak rodzina.

E: Jako artystka nigdy nie powtarzasz się w tym co robisz. Dlaczego?
R: Taki mam styl. Jeśli coś mi się nudzi, to dlaczego nie spróbować czegoś innego? Jako artystka w tym wieku w dzisiejszych czasach, wszystko jest sterowane przez aspekty wizualne. Chcesz je wykorzystać i sprawić, by były nieprzewidywalne. Jedyna rzecz do której mogę być dopasowana to para jeansów.

E: Nie boisz się próbowania nowych stylów. Myślisz, że dorastanie na Barbadosie się do tego przyczyniło?
R: Tak. Szczególnie, jeśli chodzi o muzykę. Muzyka nie była słuchana za wiele u mnie w domu na Barbadosie. Nagrywałam piosenki z radia na kasety, spisywałam tekst, zatrzymywałam, przewijałam, pisałam. Karaibska muzyka to reggae, soka i dużo wolnych piosenek – oni kochają ballady. Ale potem hip-hop rozpowszechniał się coraz bardziej – 50 Cent, era Ja Rule – i kiedy przybyłam do Ameryki, znalazłam tych wszystkich artystów i style. W końcu wiedziałam jak wygląda Madonna. Traktowałam muzykę jak słodycze. Wybierałam różne rzeczy i bawiłam się nimi.

E: Które to największe wzloty w Twojej karierze?
R: Zdecydowanie moja pierwsza nagroda Grammy. Ale nagrody stają się coraz mniej ważne, kiedy zaczynasz naprawdę rozumieć tą branżę. Ludzie na których ci zależy to Twoi fani. Dopóki oni są szczęśliwi, Ty też jesteś szczęśliwy. Właśnie tak to powinno działać. Ale bardzo boję się rozczarowania. Nie lubię tego uczucia. Staram się nie być zbyt podekscytowana, nigdy nie chcę się rozkoszować zbyt bardzo. Nie wiem co się wydarzy później.

E: Jak to jest występować przed publicznością liczącą 100 tysięcy osób?
R: Właściwie, występ przed 100. tysiącami ludzi jest dużo łatwiejszy niż występ dla 10. osób przed kamerą. To wynika ze świadomości, że ci ludzie są tutaj dla ciebie. Są tu by cię zobaczyć, bo kochają twoją muzykę i to jest wspólna cecha. Takie jest założenie. I to wszystko, wychodzisz i dajesz im to czego oczekują.

E: O jaką radę ludzie zazwyczaj Cię proszą?
R: Dostaję wiele pytań dotyczących chłopaków. Myślę, że wiele osób spotyka ludzi, potem randkują, zastanawiają się kim ta osoba może się stać a kim nigdy nie będzie. Potem przychodzi rozczarowanie. Człowiek zawsze może stać się lepszy, ale też gorszy. Musisz być po prostu w porządku wobec nich.

E: Jesteś kobietą, którą każda podziwia. To prawda! Dlaczego tak jest?
R: OK. Pytasz złą osobę. Nie wiem, może to dlatego, że jestem teraz „kształtna”. Nie wiem.

E: Uwielbiam Twoje ciało!
R: Mam zamiar wrócić na siłownię i mam nadzieję, że nie stracę pupy i bioder albo ud. Chcę stracić trochę, ale nie wszystko. Wszystko ma jakąś cenę. Albo pupa, albo brzuch.

E: Dajesz siłę tak wielu kobietom.
R: Niee, kocham to. Po prostu muszę być zdrowsza, bo mam teraz 30 lat. Muszę skończyć te gry. Koniec z burgerami w środku nocy.

E: Wielu muzyków próbuje tworzyć własne marki, ale z Fenty Beauty naprawdę stworzyłaś markę globalną.
R: Dzięki. To nie był przełomowy pomysł ani nic w tym stylu. Podeszłam do make-upu, tak jak gdybym podchodziła do czegokolwiek innego. Nie spodziewałam się, że ludzie potraktują to tak emocjonalnie. Odkryli kolor swojej skóry w buteleczkach, na półkach, po raz pierwszy. To sprawia, że jestem coraz bliżej klienta.

E: Jak myślisz, co sprawia, że jesteś inna niż wszyscy?
R: Oczywistość – chcesz by kobiety czuły się tak, jak się o nich myśli.

E: Amen.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *